Tęsknię za oldskulem… Fotografii chcę!
Zmęczony fotografią cyfrową zacząłem marzyć o tym, aby technologicznie cofnąć się w czasie tak przynajmniej o dwie dekady. Fotografia cyfrowa śmierdzi: śmierdzi syntetykiem, będą przy tym ułomna w całej rozpiętości swojego bytu: tani, szybki, masowy substytut, nie dorównujący oryginałowi. Fotografia cyfrowa zaczyna mnie nie tylko wkurzać, ale i otępiać. Fotografii cyfrowej brakuje magii i rozwagi znanych ze świata, w którym obraz rejestruje się na filmie.
Ktoś raz, po swojej przymusowej przesiadce z analoga na cyfraka, mądrze napisał: przed naciśnięciem spustu migawki aparatu cyfrowego nie czuć ciężaru spoczywającego na palcu, co w przypadku aparatu z rolką filmu. Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Cyfrowym aparatem można bez namysłu pstryknąć: większość roboty odwali automatyka, a gdy jakimś cudem zdjęcie będzie do niczego, to po prostu „delete” i problem z głowy. Mając do dyspozycji rolkę na 12, 24 czy tam 36 klatek, człowiekowi jakoś tak prędzej przyjdzie się nieco dłużej zastanowić nad zdjęciem, zanim zrobi „pstryk”.
Marzę o wkroczeniu w świat fotografii analogowej i pewnie to marzenie spełnię. Mógłbym już, od zaraz: starego Zenita za cenę dobrej 0,75 na Allegro kupić nie sztuka, filmów też ci pod dostatkiem, ale jaki miałoby to cel? Zenity średnio udanymi konstrukcjami są: pokrycie kadru w wizjerze tragiczne, czasów (szczególnie dłuższych) mechanika nie trzyma… Chcę coś lepszego, ale jeszcze nie wiem co – tak, właśnie na tym etapie jestem. Najpierw sporo teorii muszę przyswoić, by móc w miarę świadomie wkroczyć w praktykę. Wszystko przede mną. Na dziś dzień mogę sobie utrudniać życie fotografując w pełni manualnym trybem – i to robię. Na razie wczówka, ale przyjdzie czas… Stary, manualny Helios 44m-4 dodaje tej zabawie uroku

Przede mną też długa, niezbyt wygodna droga pod górę, ale zdecydowałem: podążę nią
Docelową stacją jest średni format. Mam hopla na punkcie tych kwadratowych kadrów o wspaniałej plastyce, mniejszej głębi ostrości, większej rozpiętości tonalnej… Głębia zdjęć formatu 6×6 mnie wsysa. Też chcę! Jakiś Kiev, może Mamiya, a w gorszym wypadku rodzimy Start… Wcześniej jednak 35 mm zamierzam zaliczyć, najlepiej na jakimś mechanicznym body.
Lecz na razie mam cyfrową lustrzankę Olympusa systemu 4/3, kilka obiektywów i zacięcie, aby jak najczęściej myśleć za aparat. Nie zawsze jest to możliwe; często automatyka przydaje się bardzo szczególnie tam, gdzie liczy się jak najkrótszy odstęp w czasie między orientem fotografa a momentem, który ma zostać naświetlony, a który przecież nie zaczeka. Niemniej jednak to właśnie ręczny, samodzielny dobór parametrów daje największą frajdę i tym większa satysfakcja z tego jest, im dłużej trwał czas niepewności w oczekiwaniu na efekt pracy. Pociąga mnie to, jak jasna cholera!
Ciąg dalszy “Tęsknię za oldskulem… Fotografii chcę!”